Ja chcę już! Tu. TERAZ! Też tak masz?

Wiesz, że każde wyzwanie językowe, które organizujemy, zbiera najwięcej komentarzy w pierwszych kilku dniach? Co się dzieje potem? Brak czasu? Brak motywacji? Brak priorytetów?*

*Odpowiednie wybrać. 

Dostaję od Was sporo maili :) Pytacie jak się uczyć, od czego zacząć i co zrobić, żeby uzyskać efekty, o jakich marzycie i dlaczego jeszcze nie mówicie swobodnie, skoro już uczycie się X lat... 

A ja z uporem maniaka powtarzam Wam :) Nie będzie efektów jeśli Twoja nauka będzie się odbywać skokami. To znaczy dzisiaj mam ogromną motywację i rzucam się na wszystkie możliwe materiały, a jutro odpuszczam.

To tak nie działa. Nic tak nie działa. 

Problem polega na tym, że poziom znajomości języka nie jest jeszcze taki, jakiego byś oczekiwał. Ucząc się, nie czujesz efektów, bo przecież po jednym dniu nauki nie mówisz nagle biegle i swobodnie. I często odpuszczasz. Inne sprawy stają się priorytetowe, a nauka języka schodzi na dalszy plan. 

Zapominasz o tym, że nauka to jest proces, który trwa. A to znaczy, że potrzeba czasu, żeby zobaczyć realne efekty.

Ile czasu? Zapytasz.

Nie wiem. Szczerze. To zależy ile czasu dziennie poświęcisz na dążenie do swojego celu. Ja mogę pozwolić sobie na 15 minut, a Ty może na 4 godziny. To zależy też od tego, co konkretnie jest Twoim celem i kiedy nastąpi ten przełomowy moment, w którym poczujesz, że już się dobrze ogarniasz językowo :) Dla jednych będzie to pewne siebie B2, a inni dążą do absolutnej perfekcji i C2 :) 

Zapominasz też pewno o tym, że ten jeden dzień nauki może być fajną zabawą. Że TEŻ może mieć swój cel. Mniejszy. Ale konkretny.

A przecież można bawić się w każdy dzień nauki. Potraktować ją jako fajne spędzanie czasu, które w końcu tak czy siak zaowocuje. Czas i tak minie. To Ty decydujesz czy wolisz uciekać od nauki, czy potraktujesz jako fajną przygodę.

Jeśli będziesz koncentrować się tylko na celu ostatecznym, może okazać się, że jest tak odległy, że zaniechasz wszelkich działań. A potem po kilku latach temat do Ciebie wróci, bo nagle musisz wyjechać za granicę albo zmienić pracę, w której wymagany jest angielski. A wtedy nauka języka staje się czymś strasznym. Bo musisz. I traktujesz ją jako przykry obowiązek.

A ja krzyczę i tupię nogami! Nie doprowadzaj do tego!


"Ból, który czujesz dzisiaj będzie siłą, którą poczujesz jutro"


Te przemyślenia wracają do mnie zawsze kiedy idę na trening. Nie jestem żadnym sportowcem, już kiedyś o tym pisałam :) sportowo byłam zawsze nienajlepiej sprawna i dopiero od niedawna mogę powiedzieć, że żyję aktywnie i o jeju, jak DOBRZE mi z tym!

Nie lubię biegać, bo mnie osobiście to nudzi, ale uwielbiam trening z obciążeniem mojego ciała (street workout w wersji super podstawowej, joga!). Tutaj nie liczy się tak bardzo cel jak droga do tego celu... bo przecież mój cel w końcu zostanie osiągnięty... a ja na pewno Cię o tym poinformuję! :) 

Za oknem szaro, buro, odwilż, zero stopni, mży. Jejuuuuuu jak mi się nie chce! Naprawdę szczerze nie chce mi się wyjść. Nie chce mi się zebrać i poćwiczyć, szukam wymówek. 

Ale idę, wpisałam sobie przecież w kalendarz, no to idę. Rozgrzewam się, zaczynam ćwiczyć i cudowna moc przybywa. Jest mi ciepło i wszędzie widzę słońce :) słucham swojej ulubionej muzyki a w przerwach między ćwiczeniami tańczę i się wygłupiam :) 

Wracam do domu uradowana i skaczę pod sufit. Istny szalej! 

Jakie są efekty jednego treningu? Zakwasy na drugi dzień, ubłocone ubrania i buty, szeroki uśmiech i rozpierająca słoneczna energia w środku, dzięki którem działam lepiej i robię więcej! Na zewnątrz nic się nie zmieniło, ciało się nie ukształtowało, nie schudło. 

Łatwo się mówi po fakcie. A zmobilizować się jest taaak trudno....

Jednak jeden trening nie sprawi, że moc endorfin będzie buzować we mnie przez cały tydzień. Nie sprawi, że moje ciało będzie bardziej sprawne i zdrowe. 

Ale już regularne treningi TAK. 

Jednodniowy zryw do nauki języka również nie sprawi, że będę budować piękne i rozbudowane zdania.

Każdy jest odpowiedzialny za swoje życie… choćbym na rzęsach stawała, nie sprawię, że będziesz uczyć się regularnie. Mnie samej też trudno jest się zmobilizować!

Nic się samo nie zrobi, nic się samo nie wydarzy, nic się samo nie zmieni.

Nie ufaj komuś, kto chce Ci wmówić, że łatwo i szybko schudniesz albo nauczysz się języka. “Angielski od zera w dwa tygodnie”, to tak jakby powiedzieć “Nigdy nie ćwiczyłeś? Nie ma problemu! Za dwa tygodnie bez trudu przebiegniesz maraton!”.

Chcesz czy nie chcesz, MUSISZ wyjść poza swoją strefę komfortu. Zmęczyć się. WYSILIĆ. Musisz poczuć się niekomfortowo. Przebić przez smugę mgły otulającej umysł, wypić dobre Americano i nauczyć się fajnego zwrotu. 

Dopiero wtedy kiedy poczujesz ten dyskomfort i pokonasz go wykonaniem zadania, które przybliży Cię do celu, będziesz wiedzieć o czym mówię. Ogromna satysfakcja, duma i szczęście wypełnią Cię na cały dzień :)

ALE! To nie jest takie piękne.

Nie wystarczy jeden raz. Codziennie wstaje słońce a wraz z nim nowy dzień, nowe szanse i możliwości. Tylko od Ciebie zależy czy wykorzystasz ten dzień i wyciśniesz z niego coś fajnego, czy przeżyjesz go w podobny i wygodny sposób.

Co wybierasz?

PS Jeśli postanowiłeś zacząć naukę dziś, tu i teraz i mieć z tego przyjemność, ale nie wiesz od czego zacząć, mam dla Ciebie dwie wiadomości. Pierwsza jest taka, że wkrótce pojawi się nowy artykuł o tym co konkretnie zrobić, żeby zacząć i jak wytrwać. Druga wiadomość! :) Zacznij od naszych wyzwań językowych!

 

logo Script logo