Marzenia się spełnia...

Tak właśnie jest. Zawsze marzyłam o tym, żeby pomieszkać za granicą. Doświadczyć czegoś innego. I teraz, pisząc te słowa, jestem w USA, w małym miasteczku Rhinebeck, w stanie New York. 1,5h ode mnie tętni życiem miasto marzeń… Nowy Jork. A ja tu jestem i organizuję sobie życie na pewien czas. Teraz to wszystko wydaje się takie proste. Podejmujesz decyzję, ogarniasz mieszkanie, kupujesz bilet, pakujesz się, wsiadasz do samolotu i po kilku (nastu…) godzinach jesteś. Inne powietrze, inni ludzie, inny język, inna rzeczywistość. Na początku wydaje się, że to sen, że to nie jest realne, ale w końcu dochodzi do Ciebie - naprawdę jesteś w innej rzeczywistości.

Czy to lepsza rzeczywistość? Na to pytanie nie odpowiem. To zbyt oczywiste pytanie, a odpowiedź nie jest taka oczywista. 

Taka zmiana miejsca wymaga dużej otwartości na zmiany, zmierzenia się z różnymi lękami i zaufania: do siebie, do życia, do świata, do ludzi, do tego, że otacza Cię dobra energia, jeśli taką wybierasz, o taką prosisz i w taką wierzysz. Ta zmiana wcale nie jest łatwa. Bo pewne rutyny, stałe miejsca, ludzie, schematy i styl życia totalnie się zmieniły. Strefa komfortu została kilka tysięcy kilometrów dalej. W pewnym momencie przestaje być wygodnie i przewidywalnie, a jest spontanicznie i właściwie nie wiesz, co będzie dalej. 

Wiem jedno. Jestem ogromnie wdzięczna za to, że mogę doświadczać każdego dnia tutaj. Tak sobie kiedyś wymyśliłam, że chcę móc pracować z każdego miejsca na świecie, chcę odkrywać, poznawać i czerpać wszystko, co dobre z życia. Droga tutaj nie była prosta, ani płaska, ani na skróty. Ale to nie jest jeszcze ten szczyt, o którym marzę... bo gdy wychodzisz na jedną górę i czujesz się spełniony, na horyzoncie pojawia się następna góra... jeszcze większa! :) Zdobywanie szczytów to jedno, ale życie polega na tym, żeby cieszyć się z tej drogi na szczyty... i dzielić ją z ludźmi bliskimi sercu!

 

A więc jesteśmy tu, pracujemy bardziej niż dotychczas i inaczej, nasza córka nie chodzi do przedszkola, a my mamy w planie realizację kilku projektów językowych, a jeden z nich już niebawem otwieramy. Na efekty zawsze trzeba poczekać. Nasza praca to teraz burze mózgow, rozmowy, ustalenia, zapisywanie pomysłów i tworzenie konkretów. Taka praca zawsze jest czasochłonna i co najtrudniejsze, jeszcze nie widać żadnych efektów. Proces tworzenia jest w toku. 

I tak samo jest z nauką języka. Efektów nie widać od razu, musisz się napracować naprawdę, w pełni świadomie, musisz włożyć wysiłek. I dopiero po pewnym czasie „zaskoczysz” i efekty zobaczysz realnie. 

Ja też cały czas uczę się cierpliwości :) kończę dzień pracy, podczas którego robiłam naprawdę dużo, a namacalnego efektu nie ma. Nic nie przychodzi od razu… nic, co ma wartość!

Przed nami cztery duże nowe projekty językowe. Na pierwszy projekt zapisy otwieramy już lada dzień! :)

 

logo Script logo