Wzloty i upadki, czyli mój 2016...

To był niesamowity rok. Z jednej strony bardzo trudny, a z drugiej pełen twórczej energii i realizowania marzeń mimo wszystko.

Rok, w którym przeplatały się szalone pomysły i nieziemskie trudności. Często były to drogi pod górkę, z wiatrem w oczy i czarnymi chmurami nad głową. Drogi trudne, kryzysy, momenty totalnego braku sił, a nawet łez. Ale wszystko jest po coś. Podobno jest tak, że dopiero gdy znajdziesz się na samym dole, gdy doświadczysz czegoś, czego nigdy nie chcesz doświadczyć, czegoś, co było Twoim największym lękiem, możesz poszybować jeszcze wyżej. Jest też druga opcja. Zawsze jest jakiś wybór w trudnych sytuacjach - albo się załamiesz, albo weźmiesz w garść i potraktujesz kryzys jako moment przejściowy. Zaakceptujesz go, oswoisz go i zrozumiesz, że jest Ci potrzebny. Że to taki moment, kiedy skończyło się to, co stare, a nie zaczęło się jeszcze to, co nowe. I znów masz wybór. Albo nie wytrzymasz i się załamiesz, albo przeczekasz go cierpliwie robiąc swoje… 
 

Ten rok to również namacalny dowód na to, że marzenia się NIE spełniają.


Marzenia się spełnia. One nie leżą na ulicy ani nie spadają z nieba. Trzeba po nie sięgać i trzeba solidnie się napocić. I nikt za Ciebie tego nie zrobi.

Odkąd pamiętam, zawsze lubiłam pomagać ludziom w nauce. Dzięki angielskiemu mam fantastyczną możliwość kontaktu z różnymi ludźmi i czuję, że bardzo chcę przekazać innym to, co wiem i wszystko to, co pomoże im osiągnąć efekty. 

Ten rok zaowocował pomysłem, który zrodził się z potrzeby. Potrzeby jeszcze lepszej pomocy ludziom w nauce angielskiego. Potrzeby powiedzenia JAK się uczyć i potrzeby zapewnienia najlepszych narzędzi. Tym pomysłem było Vagaru. Urzeczywistnienie naszych wyobrażeń o idealnym, rajskim miejscu, w którym masz absolutnie wszystko, czego potrzebujesz do skutecznej nauki angielskiego, w którym czujesz się dobrze i w którym nauka angielskiego jest przyjemna. Inaczej niż w szkole. Jak na wagarach. Przecież to wagary kojarzą nam się z dreszczykiem emocji, z wolnością…

Vagaru to prawdziwa wyspa na Malediwach… a skojarzenie słowne z wagarami mówi wszystko… :) 

Pomysł zmienił się w rzeczywistość szybciej niż sami z Kamilem byśmy się spodziewali. Kierując się myślą, że to „działanie przynosi efekty”, zaczęliśmy działać... natychmiast. 

To były miesiące intensywnej, długiej pracy nad wszystkim. Na początku nie było dosłownie niczego. Był pomysł, w głowie. Potem został przelany na kartki… takie tradycyjne, zapisane długopisem i pomalowane flamastrami! :) I niekończące się godziny myślenia, zastanawiania się, decydowania o kształcie systemu, o jego działaniu, integrowanie systemów zewnętrznych, tworzenie programow do nauki.. i dręczące myśli… czy się spodoba? czy wszystko uda się dopiąć w terminie? Czy serwery dadzą radę? 

Gdy Vagaru ruszyło, pracy było jeszcze więcej. Setki (naprawdę, setki) zapytań, maili, wiadomości na facebooku, snapie i nawet na instagramie moim… a my nieustannie odpowiadaliśmy, tworzyliśmy nowe funkcje, rozwiązywaliśmy problemy… taki młyn wydawał się nie mieć końca… ale słowa zadowolenia, wdzięczności i pozytywne (i to jak!) komentarze dodawały nam skrzydeł do jeszcze lepszej i bardziej wytężonej pracy. 

Vagarowicze poczuli nasze serce włożone w Vagaru i ogromnie cieszę sie, że są tam do dziś. A my do dzisiaj tworzymy, planujemy i ulepszamy…

Vagaru nie byłoby takie jakie jest bez Hymana. Jesteśmy wdzięczni, że go poznaliśmy w tym roku. Okoliczności były inne, a Vagaru nie istniało jeszcze nawet w naszych głowach, było tylko gdzieś schowane w sercach… Vagaru nie byłoby takie jakie jest dzisiaj bez Ewy, która poprawia wszystkie komentarze i czuwa nad tym, żeby wszystkie webinaria odbywały się tak, jak trzeba. To cudowni ludzie, którym dziękujemy za to, że są z nami. A i nie wszyscy wiedzą, że kilka tygodni po tym, jak Vagaru ruszyło, urodził im się mały Ben… Vagaru nie byłoby takie jakie jest bez Kasi, która od kilku tygodni przygotowuje fantastyczne programy…

To był niesamowity czas, pełen przeplatających się różnych energii. 

Vagaru pokazało mi, że spełnienie marzeń wymaga nieziemskiego uporu i determinacji, działania wbrew przeciwnościom, pokonywania własnych zahamowań, ale warto. Bo spełnione marzenie jest bezcenne, jest wartością samą w sobie, dodaje skrzydeł… a już niebawem na tych skrzydłach będę lecieć po kolejne marzenie. Zamieszkam w innym kraju… :) 

Ten rok pokazał mi, że bez względu na to co się dzieje dookoła, najważniejsze są najbliższe Ci osoby, które rozumieją i wspierają Cię. 

Nauczyłam się też, że zawsze mam prawo wyboru. Sama mogę decydować w jaki sposób będę postrzegać daną sytuację i co z nią zrobię. 

To był rok, w którym postanowiliśmy wyjść poza teksty blogowe na filmy :) Praca nad Vagaru była jednak tak absorbująca, że te i inne projekty musiały poczekać. Blog w tym czasie zmienił swoje oblicze (wreszcie!) :) Ale już dziś wiem, że w Nowym Roku będzie więcej filmów, na YouTubie zadzieje się, a nowe projekty już powoli się zaczęły realizować :)  

Jestem wdzięczna za każdy dzień tego 2016 roku, ten słabszy i ten lepszy, bo dzięki nim jestem tutaj, o kroki milowe dalej i z wielką radością czekam na nowy rok… który będzie zupełnie inny :) 

Dziękuję Tobie, za to, że jesteś tutaj i czytasz, bo bez Ciebie nie byłoby tego bloga!

 

W Nowym Roku nie chcę życzyć Ci spełnienia marzeń… Chcę życzyć Ci odważnych marzeń i odwagi do ich spełniania. Jeśli w głebi serca o czymś marzysz, dokop się do tego i zrób wszystko, żeby to marzenie zrealizować, nie bój się... Działaj i nie poddawaj się. Wysil się bardziej, wyjdź poza to, co jest Ci znane i wygodne. Zrób coś, czego się boisz. Idź do przodu. Koniecznie z uśmiechem na buzi :) 

 

Think bigger! :)

Aggie

 

logo Script logo