Wielki Kanion - czy naprawdę warto?

Nie znam osoby, która podróżuje (lub nie), a która nie chciałaby zobaczyć na własne oczy Wielkiego Kanionu. 

Największy przełom rzeki na świecie, wielka dziura w ziemi i kolorowe skały, których historia sięga… siedemnaście milionów lat wstecz. Nie tysięcy. Milionów.

Obecnie Kanion ma 446 kilometrów długości. Wiesz ile to jest? Dla porównania powiem Ci, że granica morska Polski ma 440 kilometry.
Kanion w najgłębszym miejscu sięga 1 600 metrów. To jest prawie dwa kilometry.
Szerokość jest różna, waha się od 800 metrów do prawie 30 kilometrów.

Jeśli jeszcze nie widziałeś Wielkiego Kanionu, na pewno widziałeś go na zdjęciach. Na pewno Cię zachwycił. Strzelam, że pewnie chcesz kiedyś go zobaczyć. 

Ja też o nim marzyłam. Jasne, że znajdował się na mojej bucket list.

Gdy jechaliśmy do Stanów i planowaliśmy trasę, był obowiązkowym punktem programu. Takie miejsca mają to do siebie, że wszyscy chcą je zobaczyć, a więc i w tych miejscach spotkasz mnóstwo ludzi i turystów. Ale to nie był dla nas problem :) 

Kanion można zwiedzać z dwóch stron, od strony południowej (South Rim) i północnej (North Rim). Jeśli zależy Ci na miejscu, w którym będzie zdecydowanie mniej ludzi, wybierz się na północną krawędź. Będzie tam też zimniej, a pogoda będzie się częściej zmieniać.

Moim zdaniem TRZEBA zobaczyć Kanion z dwóch stron. Ja na razie widziałam go z jednej, tej bardziej popularnej południowej strony, przygotowanej dla wszystkich ludzi, włączając osoby poruszające na wózkach.

Jeśli jedziesz z Las Vegas, cała podróż zajmie Ci około cztery godziny w jedną stronę. Można zrobić sobie wycieczkę z Vegas, wpaść, zobaczyć kanion, strzelić fotki, a potem wrócić do Vegas.


Ale można też spędzić tam choć jedną noc. Noc, którą będziesz na pewno pamiętać długo.

Sama podróż z Vegas jest ekscytująca sama w sobie. Jakkolwiek można tak powiedzieć o podróży, podczas której się jedzie i nie dzieje się nic poza widokami, które prawie wciskają Cię w fotel samochodowy. Wystarczy wyjechać za Las Vegas i czeka na Ciebie sucha, gorąca i bezkresna pustynia. Widoki gór, przyrody i natury przez cztery godziny pozwalają jednak przyzwyczaić się do nich.







Im bliżej Wielkiego Kanionu, tym bardziej zmienia się krajobraz, powoli dotrzegasz drzewa, potem las. Tym mocniej serce zaczyna bić. Bo wiesz, że już za kilka mil ujrzysz coś, o czym marzyłeś przecież od wielu lat. Już prawie jesteś na miejscu i nadal przecierasz oczy, i nie możesz uwierzyć, że jedno z Twoich marzeń właśnie się spełnia.

Gdy zbliżaliśmy się do Kanionu późnym popołudniem, czuliśmy jeszcze na sobie gorące słońce z Vegas. Przywitał nas natomiast widok niemal mistycznej mgiełki unoszącej się nad ziemią, gradu na trawce, który spadł tuż przed nami (ciemne chmury pędziły już w innym kierunku) i ZAPACH, którego nie zapomnę do końca życia. To był intensywny, pobudzający wszystkie zmysły zapach lasu, zaostrzony chłodnym powietrzem…







Poruszłam ten temat przy okazji Nowego Jorku. Są miejsca, które można zobaczyć na zdjęciach, na filmach, na mapach google. Można posłuchać miliona opowieści. Ale jednej rzeczy nie da się zrobić na odległość. Nie da się poczuć zapachu miejsca. Jego atmosfery. 

Zbliżał się wieczór, a nas czekało jeszcze postawienie namiotu, rozpalenie ogniska i ogarnięcie kolacji.

Wielki Kanion nie ucieknie i musiał poczekać do następnego dnia. 

Kemping przy Wielkim Kanionie to typowy kemping amerykański w parku narodowym. Ogromna przestrzeń dla samochodu, namiotu, miejsce specjalnie przygotowane na ognisko. Drzewa, przyroda, dzikie zwierzęta. Łazienka zlokalizowana około 7 minut szybkim krokiem od naszego miejsca. Żadnych udogodnień. Sklep znajdował się poza kempingiem.




 

Gdy zachodzi słońce i ściemnia się, naprawdę jest ciemno. Słychać tylko skwierczenie ognia i ciszę. Nie widać prawie niczego oprócz bezchmurnego nieba z milonami gwiazd. 

 

To idealne miejsce, w którym można i trzeba wziąć głęboki oddech, a raczej w ogóle głęboko oddychać. Przebywając w miastach, metropoliach, taki zastrzyk świeżego powietrza działa niemal uzależniająco. 

Następnego dnia rano czym prędzej popędziliśmy zobaczyć go wreszcie. 

Nie szliśmy na nogach, bo w obrębie parku krążą autobusy, tzw. shuttle buses, które zabierają Cię do wszystkich interesujących punktów. Kierowca podczas jazdy opowiada co widać z każdej strony. Miło się z Tobą wita, a później żegna. Turystycznie, sympatycznie, łatwo.

Odbiegając nieco od tematu, jeśli jesteś z dzieckiem, warto wiedzieć, że w autobusach amerykańskich zawsze trzeba składać wózki. Bywało to czasem irytujące, zwłaszcza jak się dziecku przysnęło. Nikt nie wpuści Cię do autobusu z rozłożonym wózkiem i dzieckiem w środku.

Gdy dotarliśmy na miejsce, buzie nam się otworzyły i serce znów zabiło szybciej. Tym razem na sam widok OGROMU tego Kanionu.

Żadne zdjęcie nie jest w stanie oddać tej potęgi. Nawet film. Bo i zdjęcie, i film mają swoje ramki, swoje granice. 









Gdy stoisz przy krawędzi, patrzysz w doł, patrzysz dookoła, widzisz tylko jedno. Z każdej strony otacza Cię potężny, niesamowity Kanion. Wielka dziura w ziemi. Wielokolorowe skały, które ciągną się po Twój horyzont.

Jeśli masz dużo czasu i chcesz tam pobyć dłużej, istnieje możliwość zejścia wgłąb Kanionu.

Jednym z moich marzeń jest wrócić tam, by polecieć helikopterem i zobaczyć go z góry. 

Widok zachodu słońca nad Wielkim Kanionem zapiera dech. Dosłownie. Ciepłe kolory zachodzącego słońca malują fascynujące obrazki na skałach. Chciałoby się, żeby ten zachód trwał dłużej. 







Byłam zafascynowana Wielkim Kanionem… dopóki nie pojechaliśmy dalej, do stanu Utah. Tam, ogrom przyrody poraził mnie jeszcze bardziej.

Wielki Kanion jest piękny i niezaprzeczalnie wart zobaczenia. Ale (!) oprócz niego istnieją również inne kaniony, inne parki narodowe, których potęga, kształty, formy i kolory są jak żywcem wyjęte z bajki i pozostawiają niesamowite wrażenia na całe życie.

O Utah moimi oczami napiszę już wkrótce ;) 

 

logo Script logo